Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love story. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Love story. Pokaż wszystkie posty

BONUS: Rozdział czternasty

Muzyka:Klik!


Dwudziesty piąty grudnia 2013 roku
Leżałem na łóżku, będąc już ubranym. Ręce splotłem na karku i przyglądałem się uroczo śpiącej Vic. Na moich oczach przerodziła się w piękną, młodą kobietę. Nie żeby wcześniej nie była piękna, bo była cały czas. Wcześniej, gdy miała kilka lat była słodką dziewczynką. Wciąż pamiętałem te urocze dołeczki w jej policzkach, wiecznie splątane włosy, śmiech. Później stała się buntownicza, twardo stąpała po ziemi, roznosząc wokół siebie tajemniczą i zarazem urzekającą aurę. Byłem z nią od małego, towarzyszyłem jej na każdym kroku. Nie umiałem inaczej, dzień bez Vic był dniem straconym. Chodziliśmy do tych samych szkół, popołudnia spędzaliśmy razem. Dzisiaj była moją dziewczyną. Wciąż dziewczyną, chociaż miałem nadzieję, że wkrótce zostanie panią Maynard. Kto wie?
Veronica odwróciła się twarzą do mnie i powoli otworzyła oczy.
- Conor, idź zobacz do Alli - wymamrotała, nawet się nie podnosząc. Uśmiechnąłem się widząc ją taką zaspaną. Wyglądała uroczo.
- Już to zrobiłem. Śpi jak aniołek - odparłem, całując ją w policzek.
- Zaraz wstanę… - mruknęła rozleniwionym głosem.
- Śpij, zrobię śniadanie. Pamiętaj, że popołudniu przychodzą goście.
*
Ding-dong. Szybkim krokiem poszedłem otworzyć drzwi kolejnemu gościowi. Tym razem był nim Anth.
- Siema, bracie! - przywitał się, klepiąc mnie po ramieniu.
- Cześć, Anth - odpowiedziałem. - Wejdź.
- Jak dziewczyny? - zapytał, zdejmując kurtkę.
- Dobrze, dzięki że pytasz. A jak u Ciebie?
- Wszystko w porządku - odpowiedział.
- Wejdź, proszę. - Ręką wskazałem salon.
- Veronica! - krzyknął, widząc jak moja dziewczyna przemierza salon. Szybkim krokiem poszedł do niej. Westchnąłem i poszedłem do salonu.

Moje małe mieszkanie w Londynie jest pełne ludzi: są moi rodzice z moim rodzeństwem, rodzice Vic, nasi znajomi, Anth, paru ludzi z mojej wytwórni i Ne-yo. Kurczę, dwa lata temu nie pomyślałbym, że będę spędzał święta w Londynie i to z Ne-yo i że będę tatą. Cholera, życie potrafi zmienić się w mgnieniu oka.

- A teraz czas na prezenty - powiedziała Vic, podając mi Alli. Wziąłem Małą na ręce, trzymając jedną rękę pod jej nóżkami zgiętymi w kolanach, a drugą obejmujc ją w talii.
- PREZENTYYYYYYYY! - wydarłem się. Zacząłem skakać z radości.
- Conor, uważaj - upomniała mnie moja mama, patrząc na mnie karcącym wzrokiem. Ogarnąłeem się nieco, ale i tak wciąż się uśmiechałem. Veronica schyliła się po pierwszy prezent, który leżał pod naszą choinką. Cholera, ma naprawdę niezły tyłek!
- Moja mama - powiedziała, uśmiechając się. Podeszła do niej i podała jej pudełko. - Wesołych świąt, mamo.
- Nawzajem, córciu - odpowiedziała również się uśmiechając. Veronica wróciła pod choinkę i wysunęła spod niej wielkie pudło.
- Alli.
Podszedłem z Alli do Vic, która stała pod choinką, z wielkim pudłem owiniętym świątecznym papierem u stóp.
- Wesołych świąt, malutka - powiedziała słodkim głosem i uśmiechając się szeroko.
- Nawzajem, mamusiu - odpowiedziałem piskliwym głosem, na co wszyscy zaczęli się śmiać. Kopiąc pudło przesunąłem je na miejsce, w którym stałem wcześniej. Vic ponownie się schyliła po kolejny prezent. Tym razem w dłoniach trzymała małe pudełko. Zawołała mnie, więc podszedłem do niej.
- Dlaczego Alli dostała większy prezent niż ja?! - oburzyłem się. Chwyciłem Małą jedną ręką, a do drugiej wziąłem prezent.
- Najwidoczniej ona bardziej zasłużyła niż ty - zaśmiał się Anth. Rzuciłem mu jedno ze spojrzeń, które powinno zabijać.

Po tym jak wszyscy dostali już prezenty od Pani Mikołajowej, w którą wcieliła się Veronica chwilę później były one rozpakowane. Pomogłem Alli rozpakować jej wielki prezent. Był nim konik na biegunach. Alli podałem mamie, a sam zacząłem się na nim bujać, susząc zęby do wszystkich. Moim prezentem był świetny zegarek, który idealnie wkomponowywał się w moją liczną kolekcję. Takiego mi brakowało.
*
Wieczorem po tym jak uśpiłem Alli położyłem się do łóżka, w którym już leżała Vic. Gapiła się w sufit i szeroko uśmiechała - jak nigdy. Obróciłem się na bok i patrzyłem na Veronicę. Przeniosła swój wzrok na mnie i przysunęła się do mojego ciała. Wyciągnęła rękę i palce wplotła w moje włosy. Przybliżyłem się do niej i pocałowałem ją.

29stycznia 2013 roku
Popołudniu Veronica wyciągnęła mnie na spacer. Londyn zimą wygląda jak zaczarowany. Zauważyłem, że dłoń Vic jest zimna, więc splecioną z moją włożyłem do kieszeni kurtki. Drugą dłoń sama włożyła do kieszeni swojej kurtki. No tak Veronica nie lubi nosić rąk w kieszeniach. Ale gdzie ona znów podziała swoje rękawiczki? Co kupi nowe one się tracą. Powinienem był kupić dla niej zapas rękawiczek, a nie tą bieliznę…
Spacerowaliśmy, rozmawiając o moim nowym singlu. Muszę ją znów zabrać do studia. Lepiej mi się nagrywa, gdy widzę ją. Przy niej wszystko lepiej brzmi, szybciej mi się nagrywa, dzień mija szybciej. Nagle zeszliśmy na temat naszej przyszłości. Powiedziałem, że chciałbym zamieszkać na przedmieściach Londynu w wielkim domu, w którym byłoby znacznie więcej miejsca dla nas, dla Alli i jej rodzeństwa. No tak, Vic nie chce póki co drugiego dziecka. Ma Alli i to ona zabiera jej cały czas. No i ja. Więc ma dwójkę dzieciaków do niańczenia! Podziwiam ją za to, że daje radę z naszą dwójką.
To już najwyższa pora, pomyślałem. Zatrzymałem się na środku alejki i spojrzałem na Vic. Miała czerwone policzki i czubek nosa. Uniosła obie brwi do góry, patrzyła na mnie pytającym wzrokiem. Wyjąłem małe pudełeczko z kieszeni dżinsów i zapytałem:
- Czy zechcesz być panią Maynard?

____________________________________________
Na wstępie pragnę Was przeprosić, że tak długo czekaliście na ten rozdział. Najpierw nie wiedziałam, co w nim powinnam napisać, a potem jakoś nie miałam czasu. Mam nadzieję, że tym rozdziałem Wam wynagrodziłam to ile musieliście na niego czekać.
SPECJALNIE urwałam w takim momencie. NIE nie będzie następnego rozdziału.
Dziękuję, że ze mną byliście, że czytaliście to opowiadanie, że przesłuchaliście całą płytę Contrast. Jestem Wam za to wszystkie szalenie wdzięczna. Mam nadzieję, że ani razu Was nie zawiodłam (jeśli chodzi o treść, a nie czas dodawania rozdziałów).
Co do nowego opowiadania z Conorem czy one shota - być może się pojawi, ale kiedy to nie wiem. Chcę tym razem zacząć nowe opowiadanie, ale już nie z Conorem.


Kocham Was i dziękuję za wszystko co dla mnie robiliście,
Basia. xoxo

BONUS: Rozdział trzynasty

Muzyka: Klik!

Dwudziesty piąty grudnia 2013 roku
Conor jak zawsze rano zjawił się w moim pokoju, zanim zdążyłam się doprowadzić do stanu człowieczeństwa czy choćby się obudzić.
Okej, okej. Dzielimy ostatnio jedno łóżko, więc to normalne.
- Conor, idź zobacz do Alli - wymamrotałam, nawet się nie podnosząc.
- Już to zrobiłem. Śpi jak aniołek - odparł, całując mój policzek.
- Zaraz wstanę… - mruknęłam.
- Śpij. Zrobię śniadanie. Pamiętaj, że popołudniu przychodzą goście.
*
Popołudniu w naszym małym mieszkaniu w Londynie była cała masa ludzi: przyjechali nasi rodzice z rodzeństwem Conora, kilkoro naszych znajomych, Anth, paru ludzi z wytwórni Conora, a nawet Ne-yo! Ne-yo pod moim dachem! Rok temu nie przypuszczałabym, że artysta takiej rangi będzie w Boże Narodzenie w moim domu.
Przez rok moje życie uległo ogromnej zmianie. Rok temu nie przypuszczałabym, że będę mieć dziecko; że Conor zajdzie tak daleko; że zdążę dorosnąć w tak krótkim czasie; że przeżyję aż tyle; że otrę się o dno.

- A teraz czas na prezenty - powiedziałam, podając Conorowi Alli.
- PREZENTYYYYYY! - wydarł się. Zaczął skakać jak nienormalny.
Ja może dorosłam, ale on się nigdy nie zmieni. Jak Alli jeszcze trochę podrośnie to będzie ze swoim ojcem na jednym poziomie intelektualnym.
- Conor, uważaj - upomniała go jego mama.
Conor nieco się uspokoił, ale i tak szczerzył się jak głupi do sera.
Podeszłam do choinki i wyjęłam pierwszy z brzegu prezent.  Spojrzałam na imię jakie było napisane na bileciku.
- Moja mama - odparłam z uśmiechem.
Podałam jej pudełko.
- Wesołych świąt, mamo.
- Nawzajem, córciu - odparła.
- Alli - powiedziałam, wysuwając spod choinki kolejne pudło. Zastanawiałam się, co w nim jest.
Conor podszedł z małą.
- Wesołych świąt, malutka - powiedziałam słodkim głosem.
- Nawzajem mamusiu - odpowiedział Conor piskliwym głosem, na co wszyscy wybuchli śmiechem.
- Conor - odparłam, chwytając małe pudełko.
- Dlaczego Alli dostała większy prezent niż ja?! - oburzył się.
- Najwidoczniej ona bardziej zasłużyła niż ty - zażartował Anth.

Gdy wszyscy dostali prezenty, zabrali się za ich odpakowywanie. Okazało się, że w wielkim pudle dla Alli był… konik na biegunach. Jednak zamiast Alli zaraz go dosiąść zrobił to… Conor. Czego ja się spodziewałam?
Ja natomiast dostałam komplet seksownej czerwonej bielizny - zapewne od Conora - poradnik dla młodych mam - ktoś chyba delikatnie chciał zasugerować, że sobie nie radzę - płytę mojego ulubionego zespołu i różne takie. Oczywiście większość z tych prezentów przypadła mi do gustu. O prezencie od Ne-yo może lepiej nie będę wspominać. Zapewne był wart więcej niż cała szafa moich ubrań.
Wieczorem, gdy położyłam się do łóżka, szczerzyłam się do sufitu jak głupia. Chyba zaraziłam się tym cholerstwem od Conora.
Ale ja miałam dość uzasadniony powód swojego szerokiego uśmiechu. Byłam s z c z ę ś l i w a. Bo w końcu mam cudownego chłopaka, śliczną, zdrową córeczkę, kochającą mnie rodzinę i przyjaciół. Czy można chcieć czegoś więcej od życia? Ja mam wszystko.

29 stycznia 2013 roku
Popołudniu wyciągnęłam Conora na spacer.
Cały Londyn był spowity warstwą śniegu: dachy domów, drzewa, płoty, ławki. Na ulicach była już pośniegowa breja piasku zmieszanego ze śniegiem.
Było mi zimno w dłonie, bo moje rękawiczki w magiczny sposób - ach, ta świąteczna magia! - zniknęły. Conor jakby wyczytał mi to z myśli i włożył moją dłoń splecioną z jego, do kiszeni jego niebieskiej kurtki. Drugą rękę włożyłam do swojej kieszeni, choć strasznie nie lubię nosić rąk w kieszeniach.
Spacerowaliśmy miastem, rozmawiając na temat nowego singla Conora jaki planuje nagrać. Lubiłam obserwować go, gdy nagrywa. Jest taki szczęśliwy, śpiewanie przychodzi mu równie łatwo, co oddychanie czy mówienie. Nie wiem jak to się stało, ale po chwili zabrnęliśmy na temat, o którym zwykle nie rozmawiamy: temat naszej przyszłości. Conor mówił o tym, że będziemy mieszkać razem w dużym domu na obrzeżach Londynu, a później będziemy mieć jeszcze jedno dziecko, któremu na chwilę obecną jestem przeciwna.
Wciąż żyjemy chwilą, nie martwimy się o jutro, bierzemy z życia to co najlepsze i to pełnymi garściami. Zwykle robimy to na co aktualnie mamy ochotę, nie zwracając uwagi na konsekwencje i to mi się podoba. Conor jest moją bratnią duszą, zna mnie lepiej niż ja sama i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Mam nadzieję, że nigdy nie odejdzie.

__________________________
Cześć!
Mam dla Was niespodziankę, a nawet DWIE!
1.)Za tydzień, równiutko w następną niedzielę dodam BONUSOWY CZTERNASTY ROZDZIAŁ, nad którym jeszcze pracuję (prawdę mówiąc idzie mi to opornie, mam pomysł, ale jakoś nie chce się sam pisać). Dopiero niedawno się zorientowałam, że Conor nagrał drugą bonusową piosenkę oprócz Headphones.
2.) I... Zaczęłam pracę nad One shotem z Conorem. Jednak nie wiem jak prędko go dodam - liczę, że jeszcze w tym miesiącu - bo chcę by moi koledzy go przeczytali jako że jest pisany z perspektywy Conora.
Więc jeszcze się nie żegnamy.
Zapraszam za tydzień na 14R, kociaczki. 
Buziaki,
Baśkuu.xx

_
Jeśli czytasz to skomentuj, chociaż kilkoma słowami. 

Rozdział dwunasty


Muzyka: Klik!

31 marca 2012 roku
Padałam z nóg po całodniowym chodzeniu po Londynie i zaglądaniu w jego każdy możliwy zakamarek. A i tak to była zaledwie kropla w morzu tego, co można tu zobaczyć.
- Idę wziąć kąpiel - oznajmiłam, kierując się ku łazience.
- Zrobię coś do jedzenia za ten czas. - Usłyszałam głos Conora dochodzący z kuchni.
- Tylko nie spal mieszkania! - krzyknęłam.

Conor spisał się na medal. Kolacja była pyszna. Nie było to może danie od jakiegoś włoskiego szefa kuchni, ale jego spaghetti jest godne… Conora i jego zdolności kucharskich, których w zasadzie nie posiada. Najważniejsze, że nikt i nic nie ucierpiało wskutek jego eksperymentów kuchennych.

2 kwietnia 2012 roku
Obudził mnie niewyobrażalny ból brzucha. Zwinęłam się w kłębek, łzy stanęły mi w oczach. Powoli wstałam i skierowałam się ku kuchni. Idąc trzymałam się ściany, by nie upaść. Wzięłam dwie tabletki przeciwbólowe i popiłam je wodą. Modliłam się w duchu, by ból minął jak najszybciej.
Mój wzrok natrafił na kalendarz, wiszący na ścianie. Dzisiaj był pierwszy kwietnia. Niedawno powinnam dostać okres, bo zwykle dostawałam pod koniec miesiąca. Ale… Cholera, kiedy ostatnio miałam miesiączkę?!
Chwilę zajęło mi przypomnienie sobie kiedy dostałam ostatni raz okres. Było to pod koniec grudnia. Od tamtego czasu…
Nie, nie i jeszcze raz nie. To nie może być prawda.
Wróciłam do pokoju, do ciepłego łóżka. Wtuliłam się w Conora i usiłowałam zasnąć. Bezskutecznie. Wierciłam się z boku na bok aż do rana.
Gdy Conor wstał, udawałam, że śpię. Nie chciałam go martwić moim bólem brzucha, który mimo tabletek nie ustał, i tym, że prawdopodobnie jestem…
*
Koło jedenastej zwlekłam się w końcu z łóżka. Podeszłam do lustra i stanęłam bokiem, podciągając koszulkę do góry. Mój brzuch był jakby lekko zaokrąglony. Jak mogłam tego nie zauważyć? Przecież zwykle był płaski. I moje piersi też były nieco większe.
Walnęłam sobie w czoło z otwartej dłoni.
Mam osiemnaście lat i jestem w ciąży. Pogratulujcie mi.

Ubrałam czarne dżinsy, kolorową koszulkę i bluzę Conora, a do tego czarne Conversy. Wzięłam jeszcze torbę i udałam się do najbliższej drogerii. Kupiłam w niej test ciążowy. Następnie udałam się do sklepu spożywczego po lody Ben & Jerrys o smaku czekoladowym, czekoladę, bitą śmietanę, truskawki i paczkę chipsów.
Wracając do domu szłam okrężną drogą. Po drodze myślałam, czyje to może być dziecko. Na pewno nie Conora. Z nim zawsze się zabezpieczałam, więc jego nawet nie brałam pod uwagę. A szkoda. Jeśli miałabym z kimś wpaść to sto razy bardziej wolałabym wpaść z nim niż z kimkolwiek innym. Jednak nie musiałam długo kalkulować żeby domyślić się kto jest ojcem tego dziecka.
Stanley.
To sprawiło, że jeszcze bardziej go znienawidziłam.

Po powrocie do domu pierwszą rzeczą jaką zrobiłam było wykonanie testu ciążowego.
Wynik był pozytywny - byłam w ciąży.
Mimo, że wiedziałam, że taki będzie to i tak wybuchłam nieopanowanym płaczem. Zsunęłam się po ścianie. Podsunęłam kolana pod samą brodę i objęłam nogi rękoma.
*
- Co się stało? - spytał Conor, gdy zobaczył mnie siedzącą w salonie, zalaną łzami, z pudełkiem lodów w jednej ręce i czekoladą w drugiej.
Jeszcze bardziej się rozpłakałam.
Conor podszedł do mnie, zabrał lody i czekoladę, po czym mnie przytulił.
- Przepraszam - powiedziałam.
- Za co? - spytał spokojnym głosem.
Wyplątałam się z jego objęć i podałam mu test, mówiąc:
- Za to.
Conor patrzył na wynik testu z niedowierzaniem, po czym uśmiechnął się szeroko.
Boże, on się cieszył! Czy temu człowiekowi już do reszty odebrało rozum?, pomyślałam.
Chciałam mu powiedzieć, że to dziecko nie będzie jego, ale nie mogłam. Był taki szczęśliwy z myślą, że zostanie ojcem.
- Conor, ale… - zaczęłam. - Usiądź, proszę.
Conor usiadł obok mnie i dalej suszył zęby jak nienormalny.
- Właśnie rozkręcasz karierę. Jak zareagują fani, media i nasi rodzice na wieść o tym, że ja - Twoja dziewczyna - jestem w ciąży? - zapytałam.
Conor w końcu przestał szczerzyć się jak głupi do sera.
- Fani? Jeśli odrzucą mnie - nas - przez to to nie będą fani. Media? A co ich to interesuje, że będę… ojcem. - Gdy mówił ostatnie słowo jego głos był przepełniony szczęściem, radością. - A rodzice niech to zaakceptują. A jeśli nie… To i tak sami sobie poradzimy, zobaczysz. - Przytulił mnie.
Może i czasem zachowuje się jak niedojrzały dzieciak z piaskownicy, ale ten niedojrzały dzieciak wie kiedy powinien zachować się jak mężczyzna. Jest to mój mały-duży chłopiec, którego za żadne skarby nie oddam.

5 kwietnia 2012 roku
Wyszłam z łazienki. Conor już zdążył położyć się do łóżka i zasnąć. Zgasiłam nocną lampkę i położyłam się obok niego.
Jedna rzecz nie dała mi spokoju. Jak co noc i wiedziałam, że im prędzej powiem to Conorowi tym szybciej będę spokojna. Albo też nie…
- Conor… - zaczęłam cicho.
Conor odruchowo odwrócił się do mnie twarzą.
Nie spał.
Wzięłam się w garść.
- Wiesz, że to dziecko nie jest twoje? - spytałam.
- Wiem, Vic. Ale proszę nie roztrząsajmy tego. Nie mieszajmy nikogo do tego, dobrze? Jest nasze - powiedział.
Łzy napłynęły mi do oczu.
Conor jest najcudowniejszym człowiekiem na świecie. Wybaczył mi to wszystko co zrobiłam i chce wychować to dziecko bez względu na to czy jest jego czy nie. Czy mogłam trafić na kogoś lepszego niż on?
________________
W zasadzie to już ostatni rozdział fanficka pt: Love story with Conor Maynard, którego mieliście przyjemność czytać. 
Jednakże!
Conor nagrał bonusowy utwór do swojego debiutanckiego krążka zatem pojawi się jeszcze jeden bonusowy rozdział. :) 
Pytałam czy chcecie kolejne opowiadanie. Zdecydowana większość jest za, ale! Tak, tak zawsze jest jakieś ale. Mam pomysł na nowe opowiadanie, ale za cholerę nie umiem poskładać tego w całość. Chciałabym żeby z nowego opowiadania płynęło przesłanie - przede wszystkim dla Was, dziewczyn w wieku nastoletnich. Osobiście pomysł mi się podoba, a wpadłam na niego ... sprzątając pokój. No cóż, wena dopada nas w najmniej odpowiednich momentach. Poza tym... Najpierw napiszę Wam one shota, w którym jakby streszczę całość. A jeśli się Wam spodoba i mi dopisze wena to rozwinę to. Odpowiada Wam to? 

A teraz ładnie zaspamcie mnie komentarzami!
Do napisania, 
Baśku.xx

_
Zapraszam tu: WEJDŹ, WEJDŹ, WEJDŹ!


Rozdział jedenasty

Muzyka: Klik!

24 marca 2012 roku
            Obudziłam się, czułam przy sobie ciało Conora. Leżał za mną i obejmował mnie czule. Delikatnie odwróciłam się twarzą do niego. Uśmiechnęłam się. Śpiący Conor wyglądał jak mały chłopiec: uroczy i niewinny. Mogłabym go takiego oglądać całymi godzinami.
            - Nie śpisz już? – zapytał, leniwie otwierając oczy. Przyciągnął mnie bliżej do siebie.
            - Nie.
            - Wyspałaś się?
            - Tak. – Uśmiechnęłam się.
            Znad ramienia Conora spojrzałam na zegarek.
            - Już po dwunastej – powiedziałam beznamiętnie. – O której wróciliśmy?
            - Jakoś o czwartej.
            Nastała chwila ciszy.
            - Pamiętasz co ci powiedziałem jak wracaliśmy?
            Po chwili przypomniałam sobie jego słowa.
            - Że w poniedziałek zabierasz mnie Londynu czy tego chcę czy nie.
            - Właśnie.
            - Pojadę z tobą, Conor – powiedziałam.
            Conor spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
            - Myślałem, że będę musiał cię zmuszać, a ty poddałaś się walkowerem.
*
            Cały dzień spędziliśmy na pakowaniu moich rzeczy. Sama nie wiedziałam co powinnam ze sobą wziąć a co nie. Wyszło na to, że na wyjazd wezmę ze sobą dwie wielkie walizki. No tak, w końcu jestem dziewczyną i mam do tego pełnego prawo. Jedynie Conor sceptycznie na to patrzył. Co jak co, ale pretensje powinien mieć sam do siebie – w dużej mierze to on mnie pakował.

            Siedzieliśmy w moim pokoju, oglądając film. Głowę opierałam na ramieniu Conora.
            - Vic?
            - Mhm? – Spoglądam na niego.
            - Kiedy ostatni raz uprawialiśmy seks? – zapytał z zawadiackim uśmiechem.
            O nie, krzywię się.
            - Dawno temu – odpowiadam cicho.
            Conor musnął ustami moją szyję, obojczyk… Wiedziałam co to oznacza. Chciał się ze mną przespać. Jezu, czułam się dziwnie i niezręcznie. Dobrze wiedział, że zdradziłam go z kilkoma innymi kolesiami, a on dalej mnie kochał i chciał ze mną sypiać…
            Zamknęłam laptopa i odłożyłam go na szafkę. Spojrzałam na Conora z uśmiechem. Zarzuciłam mu ręce na szyję i pocałowałam go. Conor położył swoje dłonie na moich biodrach i przyciągnął do siebie. Siedziałam mu na kolanach. Swoje palce wsunął pod moją koszulkę i wędrował nimi coraz wyżej, podciągając tym samym koszulkę coraz wyżej, aż w końcu poddał się i ją zdjął. Nie pozostałam mu dłużna i także zdjęłam jego koszulkę. Wplotłam palce w jego włosy. Pociągnęłam za nie lekko, przez co Conor odchylił głowę do tyłu, a ja mogłam do woli składać krótkie pocałunki na jego szyi. Słyszałam jak Conor cicho mruczy. Podobało mu się, z resztą kiedy mu się to nie podobało? Strasznie go to podniecało, wiedziałam o tym. Właśnie szyja była jego słabym punktem.
            Conor zsunął mnie ze swoich nóg. Klęczałam wyprostowana przed nim. Składał pocałunki na od zagłębiania między obojczykami w dół po linii prostej aż do gumki moich legginsów. Spojrzał na mnie i delikatnie wsunął dłonie pod nie. Z moją pomocą po chwili już leżały na podłodze.
            Och, jak dobrze, że rodziców nie ma, pomyślałam.
            Byłam w samej bieliźnie. Czułam lekkie skrępowanie, ale tylko dlatego, że trochę zmieniło się od czasu kiedy ostatni raz kochaliśmy się. Od tamtego razu upadłam dość nisko…
            - Boisz się? – spytał szeptem.
            - Nie – odpowiedziałam.
            Nasze ciała napierają wzajemnie na siebie.
            - Czuję, że coś jest nie tak – powiedział, całując mój dekolt.
            - Po prostu… Czuję do siebie wstręt. Zdradziłam cię.
            - Nie myśl o tym – odparł, zakładając pasmo moich włosów za uchem. – I tak cię kocham i to się nie zmieni.
            Nastała chwila ciszy, podczas której  wpatrywaliśmy się w siebie.
            - Niech będzie między nami tak jak było zanim wyjechałem, dobrze? – spytał, obejmując mnie w talii.
            Uśmiechnęłam się blado.
            - Spróbuję.
            Zdjęłam Conorowi jego spodnie.
            - Sprawdź kieszenie zanim je zrzucisz na podłogę. – Uśmiechnął się do mnie.
            Westchnęłam i przeszukałam kieszenie. W jednej z nich natknęłam się na opakowanie prezerwatyw. A zatem to planował. Nie miał w zwyczaju noszenia gumek po kieszeniach. Jedynie zwykle miał jedną w portfelu – tak na wszelki wypadek. Poza tym i tak wiedział, że ja też je mam
            Niespiesznie oderwałam jeden biały woreczek od pozostałych dwóch, które z powrotem włożyłam do pudełka. Prezerwatywę położyłam na szafce.
            Conor położył dłonie na moich biodrach i sprawił, że leżałam obok niego.
            - I co teraz? – spytałam.
            Boże, był taki szczęśliwy. Niczym dziecko wpuszczone do Disneylandu.
            Conor zręcznie odpiął mój stanik. Pomogłam mu i po chwili byłam jedynie w majtkach.
            Westchnął przeciągle, widząc moje nagie piersi.
            Był nade mną, ustami pieścił moje piersi. O matko…
            Wszystko we mnie wrzało, wróciło to co czułam zawsze, gdy uprawiałam z nim seks.
            Zaczął schodzić w dół, całując każdy minimetr mojego brzucha. Czułam na udzie jego erekcję.
            Delikatnie wsunął palce pod gumkę moich majtek i powoli, niespiesznie je zsunął. Zlustrował wzorkiem moje nagie ciało.
            - Dokładnie takie je zapamiętałem – powiedział, spoglądając na mnie.
            Uśmiechnęłam się delikatnie do niego.
            Objęłam dłońmi jego ramiona i używając przy tym całej swojej siły – której nie ma za wiele… - odwróciłam ciało Conora tak, że teraz to ja byłam nad nim. Cmoknęłam go w usta, chwyciłam prezerwatywę i zsunęłam się z niżej. Dłoń, w której miałam prezerwatywę położyłam na biodrze Conora. Ten zrozumiał o co mi chodzi i podniósł je do góry. Irytująco powoli zsunęłam jego bokserki. Spojrzałam z uśmiechem na jego męskość. O tak, tego mi brakowało.
            Zręcznie nasunęłam prezerwatywę na penisa Conora.
            Chwila moment i znów byłam pod Conorem. No tak, nigdy nie pozwolił mi być nad nim, ale nie miałam mu tego za złe. Nawet nie wiem, czy poradziłabym sobie będąc na górze.
            Poczułam jak męskość Conora ociera się o moją kobiecość. Och! Jęknęłam cicho. Conor złapał moje nadgarstki i wykręcił moje ręce tak, że miałam je po obu stronach mojej głowy. Ucisk był silny, ale do zniesienia.
            - No to jedziemy – powiedział  i poczułam jak zagłębia się we mnie.

26 marca 2012 roku
           
            - Vic, wstawaj – cichy głos Conora przywoływał mnie.
            Leniwie otworzyłam oczy.
            Conor stał nade mną i uśmiechał się od ucha do ucha.
            Był już ubrany.
            - Masz godzinę, zdążysz? – zapytał.
            - Tak – odparłam.
            - No to się zbieraj, a ja zrobię Ci śniadanie. - Pocałował mnie w policzek.
            Wyszedł z pokoju, a ja powoli wstałam. Poszłam do łazienki, wzięłam prysznic.
            Dzisiaj wyjeżdżam do Londynu z Conorem. Ta myśl towarzyszyła mi cały czas, gdy brałam prysznic. I tak czy gdybym się zgodziła czy nie i tak dzisiaj bym jechała. Conor i tak czy siak znalazłby sposób na to bym pojechała. Lepiej było się poddać i zgodzić z miejsca, bez kłótni, bez protestów.
           
            - No to jedziemy – powiedział, całując mnie w policzek. Mocniej ścisnął moją dłoń. Uśmiechnął się do mnie, dodając mi otuchy. – Londyn nie jest taki zły. Przyzwyczaisz się.
_______________
I 11 za nami.
2rozdziały do końca! :D 
___
zapraszam na: http://my-official-life-style-fashion-photos.blogspot.com/ ! :)
buziaki. 

Rozdział dziesiąty

Muzyka: Klik!

Dwudziesty trzeci marca 2012 roku
    Gdy wychodziłam z gmachu uczelni zauważyłam, że u podstawy schodów stoi Conor. Czym prędzej zbiegłam po schodach i rzuciłam się mu na szyję. Nie widziałam go tylko parę godzin, a zachowywałam się jakbym nie widziała go rok.
    - Idziemy dzisiaj do klubu? - zapytał, gdy szliśmy do domu.
    - Czemu by nie, ale w co ja się ubiorę? - westchnęłam.
    - Jak przyjdziemy do ciebie to coś ci znajdę - odparł z uśmiechem.
    - W takim razie nie mogę się doczekać - powiedziałam i pocałowałam go w policzek.
*
    Stanęłam przed szafą i usiłowałam podjąć decyzję w co się ubiorę, ale najgorsze było to, że nie miałam w co się ubrać.
    - A może to? - zapytał Conor podsuwając mi pod nos czarą papierową torbę.
    Łapczywie chwyciłam pakunek i szybko wyjęłam jego zawartość. Torba wypadła mi z rąk, gdy zaczęłam oglądać prawie że bezkształtny, czarny skrawek materiału z długim, złotym zamkiem.
    - A to co? - zapytałam. - Ładny worek na ziemniaki? A sorry, nie może być to worek bo nie ma dna.
    Conor udał, że płacze.
    - Zraniłaś mnie!
    Zaczęłam się śmiać jak opętana. Aktorstwo ma opracowane do perfekcji, nie ma co.
    Po chwili się ogarnęłam i przytuliłam tego mojego wariata.
    - Dziękuję - powiedziałam. - A teraz idź, muszę się odpicować. - Odwróciłam Conora plecami do mnie, klepnęłam go w tyłek i pchnęłam ku drzwiom.
    - Masz godzinę - powiedział na wychodne.

    Wbiłam się w tą sukienkę od Conora. Sięgała mi nawet nie do połowy uda i podkreślała moją talię i pełne biodra. Do niej włożyłam cieliste rajstopy i czarne kozaki do kolan. Szyję ozdobiłam delikatnym łańcuszkiem. Włosy wyprostowałam, oczy podkreśliłam eye-linerem, a rzęsy porządnie wytuszowałam.
    Ktoś zaczął sIę dobijać do mojego pokoju.
    - Proszę! - powiedziałam, przeglądając się w lustrze. Wyglądałam znacznie lepiej niż zwykle. Ładniej.
    Do pokoju wszedł Conor. Na mój widok stanął jak słup soli i nie mógł wypowiedzieć ani pół słowa.
    Po chwili się otrząsnął z szoku i podszedł do mnie. Chwycił moją rękę i okręcił mną wokół własnej osi.
    - Wyglądasz pięknie - powiedział.
    Uśmiechnęłam się.
    - Puszczę ci piosenkę, którą wybrałem na drugi singiel - wypalił.
    - Nie wiem czy powinnam. Nie będę wtedy fair wobec twoich pozostałych fanów - odparłam.
    - Napisałem tą piosenkę o tobie. Musisz ją posłuchać! - Uśmiechnął się szeroko i zaczął szukać piosenki w telefonie. - Pamiętasz jak kiedyś pojechaliśmy do Vegas na twoje osiemnaste urodziny?
    - Jakbym mogła nie pamiętać? - spytałam ironicznie. To były najlepsze urodziny jakie miałam.
    - To właśnie ten wyjazd i ty zainspirowaliście mnie do napisania tej piosenki - odparł, a po chwili usłyszałam elektryzujący dźwięk.
    Bit aż zmuszał do tego, by zacząć ruszać się w jego rytmie. Jednak ja starałam się zwrócić uwagę na słowa.
This is for the girl that get down low
The whole club see you do
Ey, shake, shake like you're famouse, girl
Head back, lay it down like a Vegas girl
Bass coming down so hard 
That little dress breaking every heart
Ey, shake, shake like you're famouse, girl
Head back, lay it down like a Vegas girl

     - I to jest o mnie? - spytałam. - Gdybyś mi nie powiedział to bym się nie domyśliła, serio. Ale to miłe, że jestem twoją inspiracją. - Podeszłam do Conora i pocałowałam go zanim zdążył cokolwiek powiedzieć.
*
    Weszliśmy do klubu pełnego ludzi. Muzyka grała na cały regulator, wprawiając moje ciało w ruch. Kierując się na parkiet już ruszałam się w jej rytmie.
    Uwielbiałam muzykę, taniec, imprezy w klubach. To jak potrafiłam wczuwać się w muzykę i w jej rytmie tańczyć. Siedziało we mnie pewnego rodzaju zwierzę, które dopiero wtedy mogło się ujawniać.
    Będąc po jednym lekkim drinku zaczęłam zmysłowo kręcić biodrami w rytmie szybkiej piosenki. Delikatnie ocierałam się o ciało Conora, wzbudzając w nim pożądanie. Wiedziałam, że to lubi. Jego dłonie znalazły się na mojej talii, a usta na mojej szyi. Odchyliłam głowę do tyłu.
    - Mówiłem, że tak krótka sukienka łamie wszystkie serca - powiedział mi do ucha.
    Wciąż tańczyłam. Muzyka wypełniła moje ciało, jakby wraz z tlenem dostała się do moich płuc a z nich przedostała się do krwiobiegu.
    Odwróciłam się twarzą do Conora.
    Uśmiechał się.
    Pocałowałam go. Namiętnie, z pasją. Objęłam Conora w pasie, starając się, by był jak najbliżej mnie. Jego dłonie spoczywały na mojej talii, a raczej jeszcze niżej. Nawet teraz moje biodra poruszały się w rytmie muzyki.
*
    Wracaliśmy nad ranem. Nie miałam zielonego pojęcia, która była godzina, nawet nie chciało mi się o to pytać. W głowie wciąż mi grała muzyka z klubu.
    Conor szedł obok mnie z uśmiechem na twarzy.
    - Vic? - spytał.
    - Mmm? - Spojrzałam na niego.
    Zatrzymał się i stanął przede mną.
    - O nie, znam to skądś - mruknęłam.
    - Czy chcesz czy nie zabieram cię w poniedziałek do Londynu - powiedział poważnym tonem.
________________
Szczęśliwego Nowego Roku! :)
Xoxo
*
Zapraszam na:



  

Rozdział dziewiąty

 Muzyka: Klik!

Siedemnasty marca 2012 roku
    Mój pierwszy raz przeżyłam z Conorem niecały rok temu. Dla Conora wówczas nie było to nic nowego - robił to już ze swoją wcześniejszą dziewczyną. W sumie to i dobrze, bo bynajmniej jedno z nas wiedziało na czym rzecz polega. Od tego czasu może nie robiliśmy tego regularnie,ale zdarzało nam się od czasu do czasu przespać tak dla przyjemności, w końcu byliśmy parą i staraliśmy się zaspokajać swoje wrodzone potrzeby.
    Nasz, mój pierwszy raz pamiętam doskonale. Nie było to coś planowanego. Wcześniej jedynie pogadaliśmy, wzięliśmy seks pod uwagę, ale nie wyznaczyliśmy konkretnego terminu. Stwierdziliśmy, że wyjdzie samo, że nie ma sensu wywierać na nas obojgu - a zwłaszcza na mnie - presji. Conor wtedy przyszedł do mnie na noc. Umówiliśmy się na maraton filmowy, moi rodzice wyjechali na weekend. Conor wtedy przyniósł wyjątkowo nietrafione filmy i po prostu się nudziłam. I jakoś wtedy zaczęliśmy się całować i… samo wyszło. Conor był bardzo delikatny, spokojny… Panował nad wszystkim. Nie chciał mnie skrzywdzić Chciał dla mnie jak najlepiej, nie chciał mnie wystraszyć, z resztą tak jest do dziś. Mnie, moje potrzeby i moje dobro jest dla niego na pierwszym miejscu.
    Jednak teraz czułam do siebie odrazę. Stałam się tanią dziwką tylko po to by móc wciągnąć kreskę. Jakoś musiałam zarobić na narkotyki i zapłacić za te, które już zdążyłam wciągnąć albo wbić sobie w żyłę. Jeszcze nigdy tak nisko nie upadłam. Wstyd mi za siebie samą. Veronica dziwką tego jeszcze nie było.
   
    Gdy uprawiałam seks - a raczej po prostu zadowalałam, bo to była jednostronna przyjemność, a nie tak jest w “zwyczajnym” seksie, że potrzeby obu partnerów są zaspokajane- z jakimś typem koło trzydziestki wyobrażałam sobie, że to Conor. Po prostu nie umiałam znieść myśli siedzących w mojej głowie, że zdradzam Conora i upadłam tak nisko, że się sprzedaję.

Osiemnasty marca 2012 roku
    Zdążyło się już ściemnić, gdy jakiś koleś Stanley’a wysadził mnie przy drodze. Za mną była ściana lasu. Byłam ubrana jak typowa przydrożna prostytutka: obcisła wydekoltowana koszulka, krótka spódniczka i wysokie szpilki, w których ledwo chodziłam. Do tego wyraźny kurewski makijaż. Oto co ubranie i makijaż potrafi robić z kobietą…
    Stałam na tym uboczu dość długo. Praktycznie sama, bo ten koleś od Stan'a siedział w samochodzie prawie że z dala ode mnie, ale mimo wszystko z auta miał doskonały widok na mnie.
    Było mi zimno. Skórzana ramoneska nie dawała zbyt wiele ciepła, a na tym wygwizdowie zimny wiatr przeszywał moje półnagie ciało. Przestępowałam z nogi na nogę, by było mi cieplej, ale skutki były raczej opłakane.
    Po dłuższym marznięciu podjechał jakiś czarny terenowy samochód. Zatrzymał się koło mnie. Tylna szyba się opuściła.
    Przeraziłam się.
    - Tak przeczuwałem - powiedział Conor.
    Podeszłam do samochodu.
    Nie wyglądał na szczęśliwego. Wiedziałam, że jest wkurzony na mnie. Nie miałam ani pół słowa na swoją obronę. Zawaliłam na całej linii.
    Otworzył drzwiczki bez słowa.
    Już miałam wsiąść, kiedy koleś od Stanley’a podszedł do mnie.
    - Jeśli ją chcesz to musisz zapłacić - powiedział.
    - Ile? - zapytał Conor.
    - Sto - odparł.
    Conor wyjął portfel i wyciągnął z niego dwa banknoty pięćdziesięciofuntowe. Podał je przez otwarte drzwiczki kolesiowi.
    - Jest twoja - powiedział i lekko pchnął mnie w stronę Conora.    
    Omal nie wywaliłam się na tych kamieniach.
    Wsiadłam do samochodu i po chwili odjechaliśmy.
    Milczeliśmy całą drogę. Tępo wpatrywałam się w fotel przede mną. Bałam się cokolwiek powiedzieć. Bałam się tego co powie mi Conor, chociaż wiedziałam, że jak będziemy w domu to zrobi mi taki monolog, że się nie pozbieram.
   
    Weszliśmy do domu Conora, po cichu schodami weszliśmy na piętro. W sypialni panował mrok, a Conor ani myślał o zaświecaniu światła.
    - Co ci strzeliło do głowy?! - zapytał, gdy drzwi ledwo się zatrzasnęły. - Zostawiłem cię na miesiąc, nawet nie! Na dwa tygodnie, a ty w tym czasie robisz z siebie prostytutkę. Najpierw narkotyki a teraz to! - Podszedł do mnie i złapał mnie za ramiona. - Veronica, nie poznaję cię - szepnął, patrząc na mnie swoimi niebieskimi oczami.
    Łzy napłynęły mi do oczu. Wybuchłam płaczem.
    Conor odruchowo przytulił mnie, a ja wypłakałam mu się w ramię.
    Nie, nie brałam go na litość. Było mi wstyd za siebie i nie wiedziałam jak to powiedzieć. Okazało się, że nie jestem tak silna jak myślałam. Byłam słaba i bezsilna.
    - Cii… - szepnął. Kołysał nami delikatnie. Nucił pod nosem Can't wait to hate you. Miał prawo mnie nienawidzić. Zraniłam nie tylko siebie, swoją duszę, ale także jego.
    Zdjął moją kurtkę i rzucił ją na krzesło, które stało przy biurku. Zwinnym ruchem wziął mnie na ręce i położył na łóżku. Delikatnie zsunął moje buty. Uklęknął u moich stóp, jedną ręką podniósł moje biodra do góry a drugą zsunął spódniczkę razem z cienkimi rajstopami. Po tym jak sam przebrał się w spodnie od pidżamy i jakiś stary podkoszulek, położył się obok mnie. Przykrył nas oboje kołdrą. Zaczął cicho śpiewać Lay in my bed, przez co po chwili usnęłam, wtulona w Conora.
   
Dziewiętnasty marca 2012 roku
   Rano jak tylko się obudziłam prędko ubrałam się w spodnie dresowe Conora, jego bluzę i moje trampki, które nie wiem jakim cudem, ale były u niego. Zanim zdążył się obudzić byłam już u siebie. Siedziałam na swoim łóżku i wpatrywałam się w ścianę przeciwko. Już nawet nie obchodziło mnie to ile tak siedziałam. Miałam ochotę ze sobą skończyć. Byłam nikim. Zeszmaciłam się, upadłam tak nisko jak tylko mogłam.
    Usłyszałam jak drzwi się otwierałam. Nie spojrzałam kto wszedł, by sprawdzić czy jeszcze żyję.
    - Veronica… - powiedział cicho Conor.
    - Jeszcze chcesz ze mną rozmawiać? - zapytałam, spoglądając na niego.
    - Co za głupie pytanie - zaśmiał się. Usiadł obok mnie, złapał mnie za rękę. Kciukiem gładził wierzch mojej dłoni.
    Spojrzałam na niego jak na wariata.
    - Zdradziłam cię, zrobiłam z siebie dziwkę, zaczęłam ćpać, a ty wciąż chcesz ze mną rozmawiać? - spytałam.
    - Mimo to wciąż cię kocham. Irracjonalne, nie?
    - Nawet jak na ciebie - mruknęłam.
    Cieszył się jak dzieciak na widok góry słodyczy.
    - Opowiedz mi jak to było - powiedział poważnym tonem.
    Westchnęłam.
    Dobrze wiedziałam, że będę musiała to zrobić.
    Opowiedziałam mu z najdrobniejszymi detalami jak to było, że wylądowałam przy drodze jako prostytutka. Nie pominęłam niczego. Powiedziałam, że spałam ze Stanley’em, z tym kolesiem koło trzydziestki… Teraz wiedział wszystko.
    Conor milczał, gdy skończyłam opowiadać. Przeniosłam wzrok z niego na pościel, której wzór wydał mi się teraz nadzwyczaj interesujący.
    Błagam powiedz coś, pomyślałam. Wolę najgorsze wyzwiska niż milczenie.
    Conor zamiast powiedzieć mi co o mnie teraz myśli po prostu mnie przytulił. W sumie to lepsze niż lawina słów prawdy.
    - Błagam powiedz co teraz siedzi ci w głowie - powiedziałam.
    Conor spojrzał na mnie.
    - Hm… To jak zabić Stanley'a - odparł.
    - Conor! - Odepchnęłam go lekko od siebie.
    Zaśmiał się, po czym spoważniał.
    - Myślę, że powinnaś go zaskarżyć o zmuszanie do prostytucji.
    Do głowy mi to nie przyszło.
    - I nielegalny handel narkotykami - dodał.
    - Pomyślę o tym -odparłam.
 __________________
A  jednak dodałam! *tańczy taniec szczęścia niczym dziecko neo*
Może jakiś fangirling czy coś?
Jestem tak napełniona weną że sobie myślę, czy by się nie wziąć za siebie i nie napisać tych kilku rozdziałów i nie skończyć opowiadania przed końcem roku. Miałabym jedno mniej do pisania. Nie żebym nie lubiła pisać, bo to kocham.
A teraz taki mały deal: 10komentarzy = 10rozdział będzie dodany do tygodnia czasu. Co Wy na to? 
Rozdział jak mówiłam jest hard, zboczony i takie tam. Starałam się jak najłagodniej to wszystko opisać. W głowie miałam ostrzejszą wersję, ale scen erotycznych jest tu znacznie więcej niż miałam w planie, więc sobie darowałam.10R będzie lekki i przyjemny. ^^
No to ja lecę. Bye, kociaczki & jeszcze raz wesołych świąt. Xoxo 

Rozdział ósmy

Muzyka: Klik!


Pierwszy marca 2012 roku

            - Chodź, pokażę ci coś! – powiedział Conor, gdy wparował rozradowany do mojego pokoju. Zabrał mojego laptopa z biurka i przysiadł obok mnie na łóżku.
            Obserwowałam to co robi.
            Wszedł na Youtube, wpisał swoje imię i nazwisko oraz „Can’t say no”. Po chwili pojawiły się wyniki wyszukiwania. Wszedł w drugi filmik od góry. Po chwili teledysk się pojawił, Conor włączył go na pełen ekran i odpalił.
            Z rozdziawioną buzią przyglądałam się videoklipowi. Tego jeszcze nie było, żebym oglądała mojego Conora we własnym teledysku, do jego własnej piosenki.
            Conor delikatnie ruszał się w rytm piosenki i tańczył swój taniec szczęścia. Dziecko neo, normalnie… Czasami się o niego boję.
            - Wow – skomentowałam, gdy teledysk się skończył.
            Conor patrzył się na mnie, szczerząc się.
            - Gratuluję, jestem z ciebie naprawdę dumna – powiedziałam i przytuliłam go.
            Byłam cholernie dumna z tego mojego dużego dzieciaka.

Czwarty marca 2012 roku

            - Idziemy się przejść? – zapytał Conor, gdy siedzieliśmy u niego w pokoju i bezsensownie gapiliśmy się w sufit.
            - Czemu by nie – wzruszyłam ramionami.
            Conor się podniósł, a za nim ja. Leniwie wstałam z łóżka, palcami przeczesałam swoje krótkie blond włosy, naciągnęłam nieco koszulkę. Uśmiechnęłam się.
            Conor zmienił szybko koszulkę, włożył niebieską bluzę i był gotowy.
            Wyszliśmy z pokoju, zeszliśmy na dół. W przedpokoju ubraliśmy kurtki, buty, czapki. Złapaliśmy się za ręce i wyszliśmy z domu.
            Spacerowaliśmy w ciszy. Oboje rozkoszowaliśmy się wczesnowiosenną aurą: świeciło słońce, śniegu było coraz mniej, powietrze stawało się coraz świeższe.
            - Vic? – spytał.
            - Tak? – spojrzałam na niego. Jego mina nie wyglądała jakby miał mi coś miłego do powiedzenia.
            - Wiesz, muszę jutro rano wrócić do Londynu – powiedział.
            No pięknie, znów to samo, pomyślałam. W sumie co ja sobie wyobrażałam? Że zostanie ze mną na zawsze? To nie jest jedna z Disney’owskich bajek.
            - Na ile? – zapytałam po chwili.
            - Nie wiem. Muszę dokończyć płytę, pomyśleć nad kolejnym singlem i załatwić parę spraw. Myślę, że zajmie mi to do miesiąca.
            Wciąż szliśmy.
            - Miesiąc… - powtórzyłam. Na miesiąc mam zostać sama jak palec. Genialnie.
            - Mam dla ciebie pewną propozycję – wyznał.
            - Jaką?
            Stanął przede mną, złapał moje obie dłonie, spojrzał mi  w oczy.
            - Jedź ze mną.
            - A mogę to przemyśleć? – spytałam. W zasadzie co tu do myślenia? Albo jadę albo nie.
            - Jutro rano o szóstej mam lot do Londynu – powiedział.
            Wyminęłam Conora i usiadłam na pobliskiej ławce. Podciągnęłam kolana pod samą brodę i usiłowałam podjąć racjonalną decyzję.
            Po chwili Conor usiadł obok mnie.
            - Nie mogę jechać z tobą – odparłam, wydychając powietrze.
            - Dlaczego? – spytał. – Nie chcę żebyś znowu została sama i wplątała się w jakieś nieciekawe towarzystwo.
            - Po prostu nie mogę. Zostanę tutaj i przeczekam ten miesiąc.

Piąty marca 2012 roku

            Byłam w drodze na lotnisko z Conorem. Siedzieliśmy w samochodzie, żadne z nas się nie odzywało. Męczyła mnie ta cisza. Wolałabym jakby gadał jakieś głupoty, byle nie katował mnie milczeniem. Wiem, że był na mnie zły za to, że nie chciałam z nim jechać.
           
            - Słuchaj, obiecaj mi, że przez ten miesiąc nie popełnisz żadnego głupstwa, nie pójdziesz do Stanley’a i nie zaczniesz ćpać, okej? – spytał, obejmując dłońmi moją twarz.
            Łzy napłynęły mi do oczu.
            Przytuliłam go z całej siły.
            - Obiecuję – odparłam.
            - Kocham cię, Vic – powiedział.
            - A ja ciebie, Conor – odpowiedziałam.
            Pocałował mnie. Długo i namiętnie, tak by starczyło mi na ten miesiąc.
            - No leć już, bo się spóźnisz – odparłam wbrew sobie. Nie chciałam by wyjeżdżał, ale przecież nie mogę mu zabrać jego szansy na karierę, na spełnienie swoich marzeń.
            - Zadzwonię! – krzyknął, odchodząc. Uśmiechał się smutno. Po chwili odwrócił się do mnie plecami i odszedł.

Czternasty marca 2012 roku

            Conor znów dzwonił. Przez dobre dziesięć minut wisieliśmy na telefonie. Opowiadał mi co u niego, żartował. Pytał się też co u mnie. Było mi ciężko bez niego, ale jakoś udawało mi się brać co dzień w garść, wstawać z łóżka i iść na zajęcia. Za dwa tygodnie Conor miał wrócić. Tylko tym żyłam. Każdego dnia odliczałam dni do jego powrotu.
            Chciałabym by już wrócił. By wsiadł w samolot i przyleciał do mnie. Ale wiedziałam, że to nie było racjonalne i możliwe.

Szesnasty marca 2012 roku

            Jak co rano wstałam, ogarnęłam się i wyszłam na zajęcia.
            Śnieg stopniał już na dobre. Słońce świeciło, ptaki cicho ćwierkały. Wszystko odradzało się na nowo. Nadchodząca wiosna nastrajała mnie optymistycznie.
            Do zajęć miałam jeszcze sporo czasu. Postanowiłam zrobić koło i pójść przez park.
            Szłam wolnym tempem. Wyjęłam z paczki papierosa, zapaliłam go, ale zanim przytknęłam go do swoich ust postanowiłam, że to będzie mój ostatni. Idzie wiosna – najwyższa pora rzucić ten nałóg. Porządnie zaciągnęłam się. Przysiadłam na ławce z kolanami pod brodą. Przymknęłam oczy.
            - Mogę? – zapytał ktoś.
            Od razu się zerwałam, zarzuciłam nogami i zaczęłam zachowywać się jak słoń w składzie porcelany.
            Spojrzałam na faceta, który pytał się mnie, czy może się dosiąść. Był nim… Stanley.
            - Jasne, ja i tak już muszę iść – odparłam i już chciałam odejść, ale ten złapał mnie za przegub i nawet nie myślał o tym, by pozwolić mi iść. – Muszę iść – powtórzyłam.
            - Jak będę chciał to pójdziesz – powiedział oschle.
            - Nie jestem twoją własnością, więc nie możesz mną rządzić! – uniosłam się. Zaczęłam się wyrywać, jednak Stanley z każdą chwilą coraz mocniej i boleśniej zaciskał palce na moim nadgarstku.
            - A właśnie, że jesteś. Pójdziesz ze mną – powiedział i pociągnął mnie w dobrze znaną mi stronę.
            Próbowałam stawiać opór i nawet krzyczeć, ale gdy tylko zaczęłam ten przyłożył mi dłoń do ust. Śmierdziała robionymi papierosami i trawką.
            Poddałam się.
           
            - Czego ode mnie chcesz?! – zapytałam, gdy rzucił mnie na sofę w Piwnicy.
            - Czegoś – odparł. Usiadł naprzeciwko mnie. Chwycił butelkę, w której była resztka wódki i wypił ją za jednym razem.
            - To znaczy? – spytałam.
            - Dowiesz się wieczorem – odparł tajemniczo. – Nie chcesz działki? – spytał, będąc nad wyraz miłym.
            - Nie dzięki – powiedziałam jadowitym głosem.
            - Myślę, że jednak chcesz.
            Przygotował dla mnie kreskę.
            - Powiedziałam, że nie chcę! – krzyknęłam.
            - Od teraz robisz to, co zechcę bez słowa sprzeciwu – wychrypiał.
            Zmusił mnie do wciągnięcia tej kreski. Jeszcze do niedawna trzymał mnie z dala od narkotyków, a dzisiaj mnie do nich zmuszał.
            Usiadł obok mnie i zaczął mnie całować. Dotykał mnie wszędzie, co nie podobało mi się. W głowie miałam Conora, który jak się o tym dowie to na pewno mi tego nie wybaczy. Czułam się podle. Po co ja szłam do tego parku? Nie mogłam iść prosto na uczelnię?!
            Nie musiałam długo czekać na to, aż Stanley zacznie się do mnie dobierać. Usiłowałam go odepchnąć od siebie, ale był zbyt silny. Nie chciałam się poddać. Nie chciałam się stać jego dziwką.
            - I dokładnie to samo będziesz robić od dzisiejszego wieczora – powiedział, gdy wyjął ze mnie swojego przebrzydłego penisa zanim by zdążył się „przypadkiem” spuścić.
            Zamarłam. 
_________________________
Ta-dam!
Podoba się?
Następny i tak pojawi się po Nowym Roku.
Dlatego też:
Życzę Wam zdrowych, Conorowych, spokojnych, wesołych i jakich-tam-jeszcze-chcecie świąt Bożego Narodzenia & Szczęśliwego Nowego Roku i udanego Sylwestra! :)

A teraz krótki spam:
Na: http://love-story-cody-simpson.blogspot.com/ jest nowy rozdział, a na: http://basia-wisniewska.blogspot.com/ nowy post. Zapraszam! 

Zdradzę Wam sekret: W kolejnych rozdziałach zacznie się dziać.
Bad news: Jeszcze 5rozdziałów i ... koniec. A to dlatego, że na płycie naszego Conora jest zaledwie 13piosenek łącznie z bonusową. 

Do napisania! xx

Rozdział siódmy

Muzyka: Klik!
29 lutego 2012 roku

            Punktualnie o szóstej zadzwonił mój budzik. Prędko go wyłączyłam, by nie zbudzić Conora drzemiącego u mojego boku. Delikatnie wyswobodziłam się z jego objęcia. Poszłam do łazienki i wzięłam szybki prysznic. Gdy krzątałam się po pokoju Conor przebudził się.
            - Gdzie idziesz? – spytał zaspanym głosem.
            - Na uczelnię – odparłam, przyglądając się mu. Leżał beztrosko rozwalony na moim łóżku. Kołdra zakrywała go jedynie od pasa w dół. Mimo chłodu w domu on i tak spał jedynie w spodniach od pidżamy. Bez koszulki.
            Uśmiechał się. Pod nosem zaczął nucić Just the way you are Wyciągnął rękę w moją stronę. Podeszłam do niego, złapałam ją, a on pociągnął mnie do siebie, w skutek czego leżałam obok niego na łóżku.
            - Dalej masz łaskotki? – spytał z szaleństwem w oczach. Mina mi zrzedła. Conor zaczął mnie łaskotać po brzuchu. Nie umiałam opanować śmiechu. Usiłowałam się bronić, ale Conor był raz, że silniejszy, dwa, że sprytniejszy i trzy, że szybszy. Doskonale znał wszystkie moje odruchy obronne i robił uniki. Byłam na straconej pozycji. Poddałam się, co Conor wynagrodził mi soczystym pocałunkiem.
            - Muszę już lecieć, bo zaraz się spóźnię – mruknęłam, usiłując wyrwać się z objęcia Conora.
            - Zjadłaś śniadanie? – spytał, nie pozwalając mi odsunąć się od niego.
            -Nie miałam kiedy – odpowiedziałam, muskając jego policzek.
            - Bez śniadania cię nie wypuszczę – powiedział poważnie.
            Wybuchłam śmiechem.
            Conor wstał i zmierzał ku wyjściu. Poszłam w jego ślady.
            - Idź spać, zjem coś na mieście – odparłam, chwytając go za ramię.
            - Nie zdążysz, zapomnisz… - powiedział, patrząc mi w oczy.
            Znał mnie doskonale.
            Na chwilę utonęłam w oceanie jego niebieskich oczu, ale udało mi się szybko wydostać na powierzchnię.
            - Za chwilę to ja się spóźnię! Pa – rzuciłam, przelotnie muskając jego usta. Wyminęłam go w drzwiach i pognałam na dół, gdzie ubrałam szybko buty, kurtkę i szalik. Gdy wyszłam z domu zaczęłam w torbie szukać słuchawek i komórki. Niech to szlag, pomyślałam. To była pierwsza oznaka tego, że ten dzień będzie pechowy.
*
            Gdy tylko zaczęły się zajęcia napadło mnie przeczucie, że dzisiaj stanie się coś złego. Najgorsze było to, że moja intuicja podpowiadała mi, że coś złego stanie się Conorowi. Ufałam swojej kobiecej intuicji, bo – jak dotąd – nigdy się na niej nie zawiodłam.
            Nie słuchałam wykładów. Myślami byłam daleko od budynku uniwersytetu. Zastanawiałam się co robi Conor i czy nic mu się nie stało. Martwiłam się. Cholernie.
            Byłam rozdarta: z jednej strony chciałam jak najszybciej wyjść z sali i upewnić się, że Conorowi nic nie jest; a z drugiej strony wolałam siedzieć na uczelni, bo jeśli moja intuicja się myliła – co także brałam pod uwagę – to Conor byłby zły, że się zerwałam z zajęć dla jednego, głupiego przeczucia. Nie lubił, gdy chodziłam na wagary.
           
            Po zajęciach wybiegłam z budynku uczelni. Do domu dotarłam w rekordowym czasie.
            Drzwi były zamknięte. Zaczęłam szukać w torbie kluczy. Oczywiście jak na złość nie umiałam iść znaleźć, a po chwili okazało się, że miałam je w kurtce. Ręce mi się trzęsły i ledwo trafiłam kluczem do zamka. Otworzyłam drzwi.
            - Conor?
            Cisza.
            - Conor, wróciłam! – krzyknęłam głośniej.
            Cisza.
            Przeszukałam cały dom, a po nim ani śladu. Poszłam do niego do domu, ale tu też go nie było.
            Piwnica powiedział cicho głos wewnątrz mnie. Puściłam się biegiem w stronę Piwnicy. Nie pamiętałam kiedy ostatnio tyle biegałam. Chyba jak byłam mała i goniłam się po parku z Conorem.
           
            Przed Piwnicą, tuż koło murku zastałam Conora i Stanley’a. Conor leżał na ziemi, a Stanley kopał go, mówiąc coś.
            - Przestań! – krzyknęłam heroicznie. Byłam już wycieńczona, ale zmusiłam swój organizm do przebiegnięcia ostatnich metrów. Odciągnęłam Staley’a od Conora.
            Chociaż na chwilę jego katusze ustaną, odetchnęłam z ulgą. Cierpiał w końcu przeze mnie i przez moją głupotę.
            - Przyszłaś uratować swojego księcia z bajki, tak? – spytał ironicznie. Mocno zacisnął palce na moich nadgarstkach, śmiejąc mi się w twarz.
            Spojrzałam w jego przebrzydłe, zaćpane oczy. Widziałam w nich furię, dziką agresję i nienawiść. Wiedziałam, że był zdolny do wszystkiego: do popełnienia morderstwa, gwałtu… Był po prostu nieobliczalny. Po raz pierwszy bałam się go. Dotychczas miałam go za przyjaciela. Sam przyznał się przed Conorem, że to on poskładał mnie od nowa po odejściu Conora.
            Wyjrzałam zza ramienia Stanley’a na Conora. Jego wzrok był jakiś nieobecny, ale patrzył się na mnie. Przyjrzałam mu się: miał podbite oko, rozcięty łuk brwiowy i wargę, z której sączyła się krew. Wolałam nie wiedzieć ilu urazów wewnętrznych doznał w skutek kopnięć Stanley’a, którego teraz miałam ochotę zabić.
            Przeniosłam wzrok z Conora na Stanley’a.
            - Miałam cię za przyjaciela, a ty takie coś zrobiłeś… - zaczęłam, a w oczach stanęły mi łzy. – Nie spodziewałam się czegoś takiego po tobie! – krzyknęłam, usiłując wyrwać ręce z żelaznego uścisku dłoni Stanley’a, ale teraz, gdy był pijany miał znacznie więcej siły, a jego palce jeszcze mocniej zacisnęły się na moich nadgarstkach. – Jesteś nikim, rozumiesz?!
            - Ale my tylko odbyliśmy męską rozmowę – odparł niewinnie Stanley, spoglądając na Conora. – Prawda? – spytał.
            Spojrzałam na Conora.
            - Męską rozmowę?! – zakpiłam. – W takim razie oboje powinniście leżeć, a nie tylko Conor – warknęłam. – Spójrz na mnie jak do ciebie mówię! – krzyknęłam.
            Stanley spojrzał na mnie.
Zerknęłam na Conora, który zaczął się cicho podnosić.
            - Mam nadzieję, że widzę cię ostatni raz, śmieciu.
            Stanley’a najwidoczniej moje ostatnie słowo uraziło, bo na jego twarzy pojawiło się zdziwienie: brwi powędrowały w górę, oczy gwałtownie się powiększyły, a na czole pojawiły się poziome bruzdy.
            - Śmieciu? – spytał.
            Poczułam jak jego oddech owiewa mi twarz. Cuchnęło od niego wódką gorzej niż z gorzelni.
            Odwróciłam nieco wzrok.
            Chwycił moje nadgarstki jedną ręką, a drugą zmusił mnie bym spojrzała mu w oczy.
            - Przyjdziesz jeszcze nie raz do mnie, dziwko – zagroził.
            - Chciałbyś – prychnęłam. Spojrzałam na Conora. Stał dokładnie za Stanley’em.
            Stanley przybliżył się do mnie. Jego cuchnący oddech ponownie owiał moją twarz. W jego oczach błysnęła...ciekawość.
            Poczułam jego usta wyciskające brutalny pocałunek na moich.
            Rozsądek wziął górę i kopnęłam go w krocze.
            Momentalnie odsunął się ode mnie, uwolnił moje spętane nadgarstki i padł na kolana, klnąc i wyzywając mnie pod nosem.
            Conor podszedł do niego i zaczął do okładać pięściami. Wpadł jakby w trans i nie umiał przestać.
            - Conor, wystarczy! – krzyknęłam, szarpiąc go za ramię, usiłując odciągnąć go od Stanley’a. – Conor!
            Spojrzał na mnie.
            W oczach miał furię, dziką satysfakcję z tego, że sprawia komuś fizyczny ból.
            - Wystarczy – powiedziałam cicho.
            Conor podniósł się.
            - Chodź – odparł. Chciał objąć mnie w talii, ale odsunęłam się od niego.
            Zmarszczył czoło. Nie wiedział o co mi chodzi.
            Zaczęłam odchodzić. Conor szybko mnie dogonił, zostawiając za sobą zwijającego się z bólu Stanley’a.
            Całą drogę do domu przebyliśmy w ciszy.

1 marca 2012 roku
           
            W drodze na uczelnię dużo myślałam nad wczorajszym zajściem. Nie odzywałam się do Conora, choć chciałam dowiedzieć się jak doszło do tego, że wylądował pod Piwnicą i został pobity przez Stanley’a. Coś blokowało mnie od środka. Conor też nie palił się do wyjaśnień. Wczoraj odprowadził mnie do domu, pożegnał się i poszedł do siebie. Ale wiedziałam, że przyjdzie i mi to wszystko wytłumaczy.
            Dzisiaj na zajęciach starałam się uważnie słuchać wykładowców, ale przychodziło mi to z niemałym trudem. Maksymalnie skupiałam się na temacie lekcji, spychając Conora i wczorajszą akcję na jak najdalszy plan.
*
            - Conor, wytłumacz mi to wszystko, bo ja już nie wytrzymam – powiedziałam, gdy tylko przyszłam do niego. Poddałam się walkowerem. Nie zapowiadało się na to, by on coś mi powiedział. Był jakby obrażony na cały świat.
            Spojrzał na mnie.
            - Co mam ci wytłumaczyć? – spytał, delikatnie się uśmiechając. Wyciągnął rękę w moją stronę. Podeszłam do niego, chwyciłam jego rękę i usiadłam obok niego na łóżku. Przyjrzałam się jego ranom. Nie wyglądały najlepiej, ale zaczynały się goić.
            - To co wczoraj się stało – odparłam. – Jakim cudem znalazłeś się koło Piwnicy?
            Conor westchnął. Jego wzrok był utkwiony w naszych złączonych dłoniach.
            - Ten cały Stanley – wycedził jego imię – zadzwonił do mnie i powiedział, że chciałby pogadać. Zdziwiło mnie to, że po pierwsze ma mój numer, a po drugie chce ze mną gadać. Jednak zgodziłem się. Powiedział, że mam przyjść tam, gdzie zastałem ciebie z nim. Więc poszedłem tam. Jakimś kompletnym cudem odnalazłem to miejsce. Przyszedłem tam i na powitanie przywalił mi z pięści w twarz. Gadał coś, że zniszczyłem mu jakiś plan jaki miał wobec ciebie i teraz mu za to zapłacę. Był też wkurzony o to, że przestałaś do nich przychodzić. Oczywiście powiedział, że to wszystko moja wina. – Mówiąc to wszystko ani razu na mnie spojrzał.
______________
Come back! 
Nie chciało mi się go czytać, więc za wszelkie błędy przepraszam. :3 
Do napisania. xx

Rozdział szósty

Muzyka: Klik!


18 lutego 2012 roku

            Do domu wracałam nad ranem, będąc po paru piwach i kilku kieliszkach wódki. Byłam pijana, ale nie naćpana. Harry i Stanley trzymają mnie z daleka od narkotyków od ostatniego wybryku. Byłam tak pilnowana, że nawet nie widziałam narkotyków na oczy od tamtego czasu. I jeszcze długo ich nie zobaczę.
            Było jeszcze ciemno. Cudem dotarłam do domu. Dzięki zapalonej lampie na ganku trafiłam kluczem do zamku. Liczyłam na to, że drzwi będą zamknięte na klucz, ale były otwarte. Zdziwiło mnie to. Wyjęłam klucz z zamka i weszłam do środka. Trzymając się ściany przeszłam krótki korytarzyk i spojrzałam w prawo – do salonu. Światło było zgaszone, ale i tak doskonale wiedziałam kto siedzi na sofie.
            - Co tu robisz? – spytałam szeptem. Oparłam się o framugę i patrzyłam na Conora.
            -  Wszędzie cię szukałem. Byłem tu wcześniej, ale twoja mama powiedziała, że cię nie ma, więc zacząłem chodzić po całym mieście – Zrobił pauzę. – Chcę z tobą porozmawiać, a przy… Tak w zasadzie to kto to był? – zapytał marszcząc uroczo czoło. Zrobiłam krok do przodu, ale zachwiałam się. Conor wstał i podszedł do mnie. Przytulił mnie. Poczułam znajomy zapach. Brakowało mi go. Brakowało mi ciepła jakie biło od Conora.
            Usiedliśmy na sofie.
            - Ten chłopak czy raczej facet to Stanley… On jest… Moim kolegą – skłamałam. Powinnam użyć określenia: jest moim dilerem narkotykowym, który sprzedaje mi lepszą rzeczywistość, ale w porę ugryzłam się w język i skłamałam. Z resztą jak zawsze.
            - Veronica… - szepnął. Położył dłoń ma moim policzku, spoglądając mi w oczy. – Nie poznaję cię. Od kiedy wracasz do domu pijana? I zadajesz się z takimi ludźmi?
            - Ludzie się zmieniają, Conor – odparłam patrząc mu prosto w oczy. W te jego niebieskie, zabijające oczy.
            Nastała cisza przerywana co sekundę tykaniem starego zegara i naszymi oddechami.
            - Dlaczego zniknąłeś tak bez słowa? Nawet nie wiesz, ile…
            - Ile wycierpiałaś – dokończył za mnie. – Wiem doskonale. Też cierpiałem, Veronica. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że jesteśmy ze sobą powiązani. Między nami istnieje irracjonalna więź emocjonalna. Znamy się na wylot. Czuję dokładnie to samo co ty. – Zrobił pauzę. Mówił to wszystko patrząc mi prosto w oczy. Inaczej nie potrafił. Zawsze patrzył na osobę, z którą rozmawia. – Nie umiałem ci powiedzieć o tym, że muszę wyjechać, muszę cię zostawić… Odwlekałem to na ostatnią minutę. Aż w końcu wyjechałem. – Spuścił wzrok.– Przepraszam – powiedział, z powrotem patrząc na mnie. – Nie powinienem był tak postąpić. Popełniłem błąd…
            - Jak my wszyscy – wcięłam mu się.
            Conor zaczął opowiadać mi o tym jak to się stało, że wylądował w Londynie. Ne-yo słuchał coveru Beautiful monster i postanowił skontaktować się z Conorem. Zaproponował mu, żeby przyleciał do Londynu podpisać kontrakt z wytwórnią i nagrać album.
            Ledwo pamiętam, kiedy Conor wziął mnie na ręce i zaniósł do mojego pokoju.

            19 lutego 2012 roku
           
            Obudziłam się. Obróciłam się na drugi bok. Zaciągnęłam się zapachem jaki był na poduszce. Znałam ten zapach doskonale. Ale skąd on by się tu wziął? Pościel prawdę mówiąc nie była zmieniana od wyjazdu Conora, ale zapach powinien się ulotnić i ulotnił się. Od dłuższego czasu nie czułam go. Aż do dzisiaj.
Wspomnienia z nocy zaczęły powracać i układać się w logiczną całość. Widziałam się z Conorem. Rozmawiałam z nim. Przytulał mnie. Miałam wrażenie, że to wszystko to piękny sen. Że to nigdy się nie wydarzyło. Ale jednak. Zapach na poduszce nie był wytworem mojej bujnej wyobraźni. Conor rzeczywiście tu był.
            Cały dzień męczył mnie potworny kac. Snułam się po domu jak cień. Nie umiałam usiedzieć na miejscu. Nosiło mnie. Tęsknota za Conorem po tym jak odwiedził mnie w nocy podwoiła się. Chciałam znów go poczuć, przytulić, usłyszeć jego słodki głos.   
*
            Serce zaczęło bić jak oszalałe, gdy na ekranie mojego telefonu wyświetliło się zdjęcie Conora. Wysłał mi smsa. Czym prędzej go odczytałam.
„Musimy porozmawiać.”
Nie wiedziałam, co jest grane. Czekałam jak na szpilkach na to aż przyjdzie. Gdy w końcu przyszedł, zamknęliśmy się w moim pokoju. Conor wziął mojego laptopa, wszedł na jakąś stronę i podał mi laptopa. To co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg.
            Była to seks-taśma z moim udziałem. Na nagraniu najpierw robiłam laskę Stanley’owi, a potem zaczęłam uprawiać z nim seks. Tak przy wszystkich. Bez skrępowania. Powoli wracały do mnie wspomnienia z tamtej nocy. Byłam pijana i naćpana.
           Zamknęłam laptopa z lekkim trzaskiem. Nie wiedziałam, że Stanley lub ktokolwiek z Piwnicy byłby zdolny do zrobienia mi takiego świństwa. Seks seksem. Ale nagranie go i wrzucenie do sieci to już przegięcie. Stanley i cała reszta słono mi za to zapłaci. Teraz każdy mógł zobaczyć mnie pijaną, zaćpaną i robiącą laskę kolesiowi grubo starszemu ode mnie. 
            Nie miałam odwagi spojrzeć w oczy Conora.
            - Wytłumaczysz mi co to było? – spytał po kilku minutach ciszy.
            Nie umiałam wydobyć z siebie słowa.
            - Veronica! – krzyknął, potrząsając mną.
            - Skąd… Skąd to masz? – zapytałam, nie podnosząc wzroku z pościeli.
            - Od tego twojego kolegi – odparł głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć. Miałam wrażenie, że miażdży mnie wzrokiem.
            Zabiję Stanley’a. Obiecuję, pomyślałam.
            - Ja nie mogę wyjechać bez słowa wyjaśnienia, ale ty możesz uprawiać sobie seks z każdym kolesiem, nagrywać to i wrzucać do netu, tak?! – uniósł się. Jego głos nie był już taki słodki jak zawsze. Był gorzki niczym nieposłodzona kawa.
            - Ciszej są w domu moi rodzice – warknęłam. Przeniosłam wzrok na jego niebieski t-shirt. Wciąż nie miałam odwagi spojrzeć mu w oczy. Bałam się tego, co bym w nich zobaczyła. Zwykle były oazą spokoju, przytulnym miejscem.
            - Veronica, naprawdę nie poznaję cię… - Złapał mnie za podbródek, zmuszając bym spojrzała na niego. – Co się z tobą stało?
            - Teraz widzisz, że jesteś mi potrzebny. Nie radzę sobie bez ciebie. Wpadam w złe towarzystwo, piję, ćpam i puszczam się – powiedziałam, po tym jak dokładnie przemyślałam, co powiem.
            - Widzę właśnie – odparł. Przytulił mnie mocno. Wtuliłam się w niego. – Obiecaj mi coś.
            - Tak? – Spojrzałam na niego.
            - Przestań ćpać i zadawać się z tym kolesiem. On i dragi cię wyniszczają – powiedział, świdrując mnie wzrokiem.
            - Obiecuję.
            W oczach Conora dostrzegłam to co zawsze widzę, gdy ma zamiar mnie pocałować. Oparł swoje czoło na moim. Jego usta były wygięte w delikatnym uśmiechu. Przymknął oczy i pocałował mnie lekko. Położyłam dłoń na jego szyi, zbliżając się do niego. Oddałam pocałunek nieco mocniej. Dłonie Conora umiejscowiły się na mojej talii. Zaczęłam przeczesywać palcami włosy Conora. Jego smukłe palce delikatnie pieściły moją skórę pod koszulką. W brzuchu poczułam dobrze mi znane motyle. Oplotłam nogi wokół bioder Conora.
            Komórka Conora zaczęła dzwonić. Chcąc nie chcąc odsunęłam się od Conora, by mógł odebrać telefon.
            - Nie odbierzesz? – zapytałam, gdy zbliżył się do mnie.
            - Teraz mam coś ważniejszego na głowie – odparł, uśmiechając się łobuzersko.
            Sięgnęłam do jego kieszeni po telefon, który wciąż dzwonił. Gdy tylko miałam go w dłoni Conor zabrał mi telefon, odrzucił połączenie i prawie rzucił się na mnie. 
______________________
Obiecany rozdział.
Jak chcecie to spinacie swoje seksowne dupcie i komentujecie. xd
Piszę 7R ale nie wiem czy dodam go w tym tygodniu. Raczej nie, bo wtedy nie będę miała nic na przyszły tydzień i nie będziecie mieli/miały co czytać. :D
Mam nadzieję, że rozdział się podoba... Ostatnio mam wenę głównie na ten blog. Na pozostałe jakoś nie.

MAM PYTANIE:
Czy jak czytacie to opowiadanie to "widzicie" w wyobraźni stricte Conora czy jakiegoś bliżej nieokreślonego gostka? To dla mnie ważne, bo nie wiem czy wszystko dostatecznie opisane. Błagam odpowiedzcie mi na to pytanie, bo jest to ważne dla mnie.